•  

    Czy też tak macie, że nie możecie się zdecydować jaki okres #historia was interesuje ? Jak patrzę na mój księgozbiór to mam rozrzut jak w ruskim czołgu. Efekt jest taki że wiem o wszystkim i o niczym. Pora na większą specjalizację ... Po dłuższym namyśle wybór padł na czasy rewolucji przemysłowej czyli XIX w. W Polsce tematyka raczej mało popularna a szkoda. Wszystko przesłoniły powstania, rozbiory, hakaty i kulturkampfy. To też ważne, ale walka o wolność musi mieć solidne podstawy materialne. A jak je wykorzystać to pewnie się dowiem w tych dwóch #ksiazki na króre rzucam się jak jamnik na kreta ;). Z pobieżnego przekartkowania zdumiało mnie jak wiele się działo wtedy na swiecie o czym nigdy nie słyszałem. Jak znacie podobne pozycje o wieku pary, imperialiźmie i flotach na węgiel itp. chętnie poczytam. pokaż całość

  •  

    SPORUS, UKOCHANY NERONA

    Sporus jest przykładem tragicznego losu niewolnika. Był on rzymskim niewolnikiem, który spodobał się cesarzowi Neronowi, gdyż przypominał mu zmarłą żonę Poppeę Sabinę. Neron kazał poddać chłopca kastracji i jesienią 66 roku n.e. podczas podróży cesarza po Grecji wziął z nim ślub.

    Po kastracji eunuch otrzymał żeńskie imię, oczywiście Sabina. Ubierał się odtąd jak kobieta, musiał wykonywać wszystkie kobiece czynności, zawsze otoczony innymi niewiastami. Neron obiecywał wielkie honory i nagrodę pieniężną każdemu, kto mógłby uczynić z chłopca prawdziwą kobietę. Sporus towarzyszył Neronowi do końca, kiedy jednak cesarz zażądał, by wspólnie popełnili samobójstwo, chłopiec uciekł. Żadne źródła nie przekazują, czy Sporus odwzajemniał uczucia Nerona.

    Po śmierci władcy chłopiec został „żoną” pretorianina Nimfidiusza Sabinusa, a później cesarza Othona. Witeliusz z kolei kazał mu wystąpić w sztuce jako tytułowy bohater przedstawienia „Gwałt na Persefonie”. By uniknąć ciągłego upokarzania, popełnił samobójstwo.

    http://www.imperiumromanum.edu.pl/ciekawostka/sporus-ukochany-nerona/

    #archeologia #imperiumromanum #historia #liganauki #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #rzym #ciekawostki

    --------------------------------------------------------------------------------------
    Podobają Ci się treści? Wesprzyj IMPERIUM ROMANUM!
    http://www.imperiumromanum.edu.pl/dotacje/
    pokaż całość

    źródło: j.jpg

  •  

    Więcej historii kryminalnych z Polski na #polskiepato oraz rejestrzboczencow.

    • • •

    Gdy Józef Wagner miał cztery lata, jego ojciec popełnił samobójstwo. Od tej pory wspomnienie poczucia strachu towarzyszącego widokowi trumny spuszczanej do wąskiego dołu było z nim już zawsze. Mały Józio został sam z matką, która biła go za najdrobniejsze przewinienia. Czasami zamykała też w ciemnej piwniczce, gdzie siedział skulony na węglu. Ze strachu przed karą często nie wracał do domu i głodny tułał się po ulicach Gliwic. Zaczął włamywać się do domów i mieszkań, aż trafił do domu dziecka. Stamtąd też uciekał, więc został umieszczony w ośrodku wychowawczym. Tam także nie miał łatwego życia – kary cielesne i przemoc seksualna były na porządku dziennym. Bywało, że rozbierano go do naga i wyprowadzano na zewnątrz, gdzie w listopadowym mrozie polewano go lodowatą wodą i bito pasem.

    Po przejściu przez wiele ośrodków wychowawczych spędził lata w więzieniu za kradzieże i rozboje. W końcu założył warsztat stolarski, ożenił się, pogodził z matką, która sama nie radziła sobie z wspomnieniami z własnego dzieciństwa naznaczonego przemocą i gwałtami. Zaczęła uczęszczać na spotkania biblijne, gdzie zabierała syna. Ten nie zrezygnował jednak z kradzieży, w których teraz pomagała mu małżonka. Doczekał się także córki. W końcu firma splajtowała, a on zaczął się imać różnych prac dorywczych i coraz częściej pić alkohol. Leczył się także psychologicznie.

    27 lutego 1992 r. zaprosił do siebie kolegę, a gdy skończyło im się piwo, postanowili udać się do osiedlowego sklepu. Józef wziął ze sobą tłuczek do mięsa, tłumacząc żonie, że to na wypadek awantury. Po drodze spotkał sąsiada, z którym wdał się awanturę, a podczas bójki uderzył go w głowę obuchem, powalając na ziemię. Oprawca wraz z towarzyszem ruszył do sklepu. Po zakupieniu alkoholu zjawili się u znajomych w mieszkaniu przy ulicy Raciborskiej, w którym przebywało trzech innych mężczyzn. Tam Józef przy wódce opowiedział kolegom, jak dwa dni wcześniej wdarł się na mównicę w kościele świętej Barbary i próbował wygłosić kazanie. Wierni zaczęli z niego szydzić, co go rozwścieczyło, dlatego wyjął nóż i zaczął im wygrażać. Potem chciał utoczyć własną krew do kielicha i opowiedzieć o swojej nadludzkiej sile, jednak powstrzymała go policja. Ta historia bardzo rozbawiła jego towarzyszy, co także nie spodobało się Józefowi, który wszczął kłótnię. Doszło do bójki, w trakcie której Wagner sięgnął po tłuczek i siekierę. Mężczyźni błagali go o życie, jeden z nich mówił, że ma żonę i dziecko, jednak nawet to nie przekonało oprawcy. Kazał im uklęknąć i się modlić. Zadawał im ciosy, wykrzykując religijne hasła. Jeden z ranionych mężczyzn zaczął uciekać w stronę drzwi, aż w końcu padł, charcząc krwią. Oprawca podszedł do niego i zadał kilka uderzeń siekierą w tył głowy. Wrócił do pastwienia się nad pozostałymi, nikomu nie pozwalając wezwać pogotowia. Krew tryskała na wszystkie strony, a każda z ofiar otrzymała po kilkanaście ciosów. Trzej mężczyźni zmarli na miejscu. Nie udało się także uratować sąsiada, zatłuczonego w osiedlowej bramie.

    Jedyny ocalały opowiadał później:

    Jego twarz zmieniła się, gdy zabijał, był blady, miał wywrócone białka oczne.

    Policjanci, którzy zjawili się na miejscu, wręcz brodzili we krwi i ludzkich tkankach. Ze względu na silne rozczłonkowanie, trudno było dopasować niektóre części ciała do ofiar. W katowickim instytucie medycyny sądowej zabrakło stołów, aby pomieścić wszystkie fragmenty zwłok. Prasa nazwała zabójcę "wampirem z Gliwic".

    Wagner nie przyznał się do zabicia wszystkich czterech mężczyzn. Obwiniał kolegę, jedną z ofiar. Utrzymywał, że sam jest odpowiedzialny tylko za jedną śmierć i że działał w afekcie. Podczas przesłuchania zachowywał się dziwnie, mówił, że ma dar i posłał go sam Bóg i że "coś mu kazało rąbać". Później odwołał swoje wyjaśnienia, jednak zeznania świadków i dowody pozwoliły ustalić, że to on zabijał. Badania psychiatryczne wykazały, że jest psychopatą oraz charakteropatą.

    W 1993 r. Sąd Wojewódzki w Katowicach skazał go na 25 lat pozbawienia wolności (w kodeksie karnym widniała wtedy kara śmierci, jednak obowiązywał zakaz jej wykonywania, czyli moratorium, o którym pisałam tutaj; nie było ówcześnie kary dożywotniego pozbawienia wolności). Po ogłoszeniu wyroku żona Wagnera powiedziała córce, że jej ojciec nie żyje.

    Według dyrektora Zakładu Karnego nr 2 w Strzelcach Opolskich Józef Wagner "należał do wyjątkowo spokojnych skazanych". Brał udział w spotkaniach religijnych, angażował się w prace społeczne, udzielał się w wolontariacie i uczęszczał na zajęcia kulturalne. Nauczył się na pamięć kodeksu karnego, dzięki czemu pomagał innym więźniom. Wykonywał także prace odpłatne poza murami więzienia, m.in. w przedszkolu: zajmował się ogrodem, remontami i naprawą; (możliwość pracy w zakładzie karnym jest formą nagrody, nie każdy ma taki przywilej, tym bardziej z możliwością wychodzenia poza więzienne mury). Rodzice dzieci nie wiedzieli, za co został skazany mężczyzna pracujący w pobliżu ich pociech. W więzieniu nie brał jednak udziału w żadnej terapii, która pomogłaby mu uporać się ze swoimi cechami osobowościowymi. Przez wszystkie lata spędzone za kratami ukończył jedynie 30-godzinny kurs zastępowania agresji.

    Po odbyciu 15 lat kary Józef Wagner mógł już starać się o przedterminowe zwolnienie (art. 78 k.k.) – ubiegał się o nie aż 13 razy.

    Przesłanką do udzielenia warunkowego przedterminowego zwolnienia jest pozytywna prognoza kryminologiczna, czyli przekonanie, że więzień nie popełni ponownie przestępstwa. Przy jej ocenie brana jest pod uwagę opinia psychologa i wychowawcy oraz postawa skazanego, okoliczności popełnienia przestępstwa czy zachowanie po jego popełnieniu i w czasie odbywania kary (art. 69 k.k.). Dopiero na podstawie tych dowodów sąd może podjąć decyzję i ocenić, czy może udzielić przedterminowego zwolnienia. Jednak mimo pozytywnej prognozy nie musi on podejmować pozytywnej decyzji.

    W przypadku Józefa Wagnera decyzja sądu była każdorazowo odmowna ze względu na negatywną prognozę kryminologiczną, którą więzienny wychowawca wystawiał ze względu na przestępstwa oraz brak krytycyzmu w stosunku do popełnionych morderstw.

    W końcu, 8 sierpnia 2012 r. Sąd Okręgowy w Opolu stwierdził, że Wagner jest gotowy na powrót do społeczeństwa. Prognoza poprzedzająca decyzję sądu była także negatywna, jednak tym razem skazany sporządził pisemne wyrażenie żalu za zabójstwa. Dodatkowo wniosek jego poparli dyrektor i wicedyrektor zakładu, kapelan i psycholog oddziałowy. Nie byli jednak powołani biegli w tej sprawie. Prokurator także nie wyraził sprzeciwu, a w sądzie Wagner sprawiał wrażenie pokornego i skruszonego. Zapewniał, że się zmienił i jest innym człowiekiem.

    Decydując o zwolnieniu, sąd mógł zlecić przeprowadzenie dodatkowych badań psychiatrycznych skazanego, nie wnioskował o to jednak ani prokurator, ani wychowawca. Dlatego w lutym 2013 r. Józef Wagner po 21 latach, w wieku 49 lat wyszedł na wolność. Został mu przyznany jedynie kurator sądowy na 10 lat, czyli na okres próbny. Sąd nałożył na niego także obowiązki: zarabiania, powstrzymania się od alkoholu, zawiadamiania o zmianie miejsca pobytu oraz niekontaktowania się z osobami karanymi.

    . . .

    Po wyjściu z więzienia Wagner otrzymał mieszkanie przy ulicy Zabrskiej w Gliwicach. Zajął się pracami wykończeniowymi — malował mieszkania, układał parkiety i kafelki.

    13 sierpnia 2013 r. znajomi Józefa zabrali go ze do mieszkania ich koleżanki. Towarzystwo piło piwo i rozmawiało, a dialog najbardziej kleił się pomiędzy Wagnerem a 21-letnią Martyną*. Dziewczyna zaszła do swojej przyjaciółki prosto z urzędu pracy. Była rozżalona, ponieważ jedynym proponowanym jej zatrudnieniem było sprzątanie klatek schodowych. Zwierzała się mężczyźnie, że ma dwójkę małych dzieci, którym chciałaby zapewnić jak najlepszy byt, jednak przez ciążę w młodym wieku nie uzyskała odpowiedniego wykształcenia i teraz ciężko jej znaleźć porządną pracę. Józef słuchał jej uważnie i ze spokojem, w ojcowski wręcz sposób pocieszał. Nie podrywał jej, nie prawił komplementów, sprawiał raczej wrażenie psychologa lub księdza z powołania. W końcu towarzystwo zaczęło się rozchodzić. Józef mieszkał nieopodal, więc zaproponował Martynie, by wpadła do niego kontynuować rozmowę. Dziewczyna zgodziła się, nie mając pojęcia, że sprawiający dobre wrażenie mężczyzna w średnim wieku to czterokrotny morderca. Na miejscu poczęstował ją piwem i włączył muzykę. Był bardzo spokojny, a Martyna czuła się bezpiecznie, dopóki po wyjściu z toalety nie zobaczyła, że czeka na nią na korytarzu. Zaczęła czuć się nieswojo, dlatego po niedługim czasie rozmowy podziękowała za towarzystwo i chciała wyjść, jednak okazało się, że drzwi do mieszkania są zamknięte. Józef uśmiechnął się tylko i odparł:

    Już nie wyjdziesz.

    Przestraszona dziewczyna zaczęła płakać i błagać, by ją wypuścił, ten jednak był nieugięty. Zmienił się nie do poznania: z osoby miłej, ciepłej i ujmującej – w potwora. Przystawił jej do szyi nóż i powiedział:

    Bądź cicho. Nie zrobi mi różnicy, jeśli ciebie też zabiję. Już to robiłem.

    Po czym rzucił ją na łóżko i zaczął dusić. Rozkazał jej być grzeczną, wtedy może wypuści ją nad ranem. Zgwałcił ją kilkukrotnie, a później stwierdził, że ją zwiąże i będzie trzymał przez miesiąc. W końcu zamknął dziewczynę w mieszkaniu i wyszedł kupić alkohol i papierosy. Wtedy Martyna, która ciągle miała przy sobie telefon komórkowy, zadzwoniła do męża z prośbą o pomoc. Znała tylko numer budynku, dlatego, gdy przyjechał na miejsce wraz ze znajomymi, dziewczyna uderzała głośno w drzwi. Mężczyźni wyłamali je, a schodząc po klatce schodowej, spotkali wracającego ze sklepu Józefa. Mąż Martyny rzucił się na niego i dotkliwie pobił, po czym odwiózł żonę do domu i natychmiast zadzwonił na policję.

    Myślałem, że przyjedzie pani psycholog z policjantką, ale przysłano siedmiu mężczyzn, którzy zaczęli wypytywać żonę o szczegóły gwałtu. Zadano jej ten ból na nowo. Pojechaliśmy na miejsce. Wagnera już tam nie było. Potem na komisariacie żona znów musiała zeznawać przed mężczyzną. Nie wiem, czemu Wagnera. od razu nie zatrzymano

    – opowiadał.

    Mężczyzna po pobiciu trafił do szpitala z dość poważnymi obrażeniami, skąd w końcu samowolnie się oddalił i ukrył. Mąż poszkodowanej opowiadał:

    Dzwonił potem do żony wielokrotnie. Groził, że skrzywdzi ją i dzieci. Próbował wymusić, by wycofała zeznania. Zdarzyło się nawet, że gdy jechała z córką i teściową autobusem, usiadł naprzeciw niej i się uśmiechał. Znów zadzwoniłem na policję. Dopiero pani prokurator przesłuchała żonę z udziałem psychologa i wydała nakaz zatrzymania.

    Wagner wysyłał jej także SMS-y, w których groził śmiercią jej i jej całej rodzinie. Został zatrzymany dopiero 4 września, po czym stał się pierwszym w historii gliwickiej prokuratury oskarżonym o gwałt, którego przyprowadzono bez kajdanek. Najprawdopodobniej zagadał funkcjonariuszy, którzy uwierzyli, że jest niewinny.

    Zaraz po tym do prokuratury zadzwonił pracownik więzienia w Strzelcach Opolskich, który miał przeczucie, że stanie się coś złego i Wagner nie powinien zostać zwolniony z zakładu karnego. Dodał, że to człowiek bardzo inteligentny, który zyskał przychylność kierownictwa zakładu, tak że wszyscy zapomnieli o zbrodni, której dokonał.

    Józef Wagner nie przyznał się do winy. Zaprzeczył, jakoby miał przetrzymywać Martynę w mieszkaniu i odbyć z nią stosunki seksualne wbrew jej woli. Zapewniał także, że nie stosuje przemocy wobec kobiet.

    Ja myślę, że jestem więźniem przeszłości. Ja muszę siedzieć. Ja nie mam prawa być na wolności, mnie można pomówić o byle co i ja siedzę dlatego, że kiedyś byłem karany

    – powiedział reporterom. Pytany o zabójstwo z 1992 r. odparł, że nie nazywa tego morderstwem i źle się czuje z takim nazewnictwem. Te zdarzenia nazywa po prostu bójką, która zakończyła się tragicznie. A socjopatą nazwali go po to, by go "wsadzić".

    Wagner został umieszczony w areszcie tymczasowym, a prokuratura w Gliwicach oskarżyła go o kilkakrotne zgwałcenie, uwięzienie, grożenie pozbawieniem życia oraz stosowanie przemocy fizycznej.

    . . .

    W mediach zawrzało. Wszyscy zadawali sobie pytanie, jak to możliwe, że czterokrotny morderca, który dzięki lukom w kodeksie karnym w latach 90. zamiast kary śmierci lub dożywocia dostał tylko 25 lat pozbawienia wolności, opuścił teraz więzienie za "dobre sprawowanie".

    Okazało się, że w jednym z więzień – w Jastrzębiu-Zdroju – mówił wychowawcy, że nie czuje się winny tych zabójstw. Ten wtedy doradził mu, że aby wyjść na wolność, musi okazać skruchę i przyznać się do winy, ponieważ sąd już zawierzył wersji świadków. Dlatego właśnie napisał oficjalne pismo i nikt później nie badał, czy sam wierzy w to, co w nim zawarł. Okazało się także, że jego zachowanie analizowali tylko pracownicy zakładu karnego, w którym przebywał, nikt z zewnątrz.

    Psycholog więzienny widział go zaledwie kilka razy, ponieważ najczęściej w zakładach karnych na 200 skazanych przypada jeden psycholog. Z kolei wychowawca ma przydzielone 600-800 osób.

    Kurator Józefa Wagnera widział się z nim w ciągu pół roku (od wyjścia z więzienia do gwałtu) sześć razy. Jego zdaniem podopieczny nie naruszył żadnego z nałożonych na niego obowiązków.

    Tam doszło do bójki. Nie możemy być pewni, że ktoś inny nie zabił, a on za to odbywa karę. W bójce ktoś może stracić przytomność i nie pamiętać całego obrazu sytuacji. Trudno mi uwierzyć, że zabił tylu ludzi. Wagner był uczciwy. Nie robił awantur przez cały okres odbywania kary. W celi jest mała przestrzeń. Osoby o skłonnościach do agresji bardzo szybko ją ujawniają. To moje prywatne odczucia — myślę, że znalazł się w złym czasie i miejscu. Ale nie kwestionuję wyroku.

    Tę rażąco nieprofesjonalną wypowiedź skrytykowali goście magazynu reporterskiego "Państwo w państwie". Na temat sprawy wypowiadał się biegły sądowy, były sędzia i prezes Fundacji "Sławek".

    klik <– "Państwo w państwie", gdzie pokazano m.in. fragmenty wywiadu z Wagnerem, w którym usiłuje minimalizować wszystko to, co się stało i udaje ofiarę systemu. Symuluje nawet, że ma problemy ze słuchem.

    To, że skazany jest grzeczny w zakładzie, o niczym nie świadczy. Człowiek, który morduje siekierą i tłuczkiem do mięsa, powinien siedzieć w zamkniętym szpitalu psychiatrycznym, mieć dobrego lekarza, intensywną terapię, której nie przeprowadza się w więzieniu

    – komentował w rozmowie z “Gazetą Wyborczą” były szef więziennictwa Paweł Moczydłowski. Z kolei prof. Piotr Kruszyński, znany karnista z Uniwersytetu Warszawskiego stwierdził:

    Jestem zdumiony tą decyzją, nie mieści mi się to w głowie. W normalnych często banalnych sprawach, bardzo trudno jest uzyskać przedterminowe zwolnienie. Trzeba spełnić szereg warunków, przejść długą, skomplikowaną procedurę. A tutaj mamy sytuację, że człowiek skazany za poczwórne zabójstwo, wychodzi na wolność zdecydowanie zbyt wcześnie.

    Wagner ma silne zaburzenia

    – mówiła prokurator.

    Z jednej strony często się wzrusza, wydaje się subtelny, mówi o poezji, książkach. Ale gdy przedstawiłam mu akt oskarżenia, stał się niezwykle agresywny, używał mocnych wulgaryzmów, twarz mu się wykrzywiła. Tak jakby znajdowały się w nim dwie kompletnie różne osoby.

    Wagner rzuciłby się na nią z pięściami, gdyby nie interwencja policjanta.

    Specjaliści zgodnie twierdzili, że Sąd Okręgowy w Opolu popełnił błąd, udzielając „wampirowi z Gliwic” warunkowego zwolnienia.

    . . .

    Dziennikarzowi TVN24 Józef Wagner opowiadał, że wdarł się na mównicę w kościele po to, by "powygłupiać się" i trafić do zakładu psychiatrycznego, zamiast do więzienia, które groziło mu za wcześniejsze napady i rozboje. A podczas mordowania kolegów po prostu wpadł w amok i "szał bitewny", z którego niewiele pamięta (klik).

    Dziennikarka Gazety Wyborczej, która przeprowadzała z nim kilkugodzinny wywiad, była przekonana, że Wagner nie żałuje tego, co zrobił, nie odczuwa wyrzutów sumienia, co więcej – jak sam mówił – nie jest pewien, czy popełnił przypisane mu zbrodnie.

    Jestem niewinny. Wszystko wymyśliła prokuratura. Na panią prokurator napisałem już kilkadziesiąt skarg: do Ministerstwa Sprawiedliwości, Prokuratury Generalnej, prezesa sądu okręgowego, prezesa sądu rejonowego. Chcę założyć sprawę mężowi kobiety, która mnie pomawia, ale mi odmawiają. Założę sprawę psycholog, bo napisała też, że nadużywam środków psychoaktywnych, a ja nigdy nie brałem narkotyków.

    Na dowód przygotował dla niej stertę pism i skarg na prokuraturę oraz na kierownictwo aresztu.

    Staram się nie marnować czasu. Nie oglądam telewizji, wolę grać w szachy, pisać wiersze, aforyzmy, książki. Wiem, że jestem nadwrażliwy. Płaczę przy filmach jak "Waleczne Serce" lub słuchając muzyki Jean-Michela Jarre'a. Postanowiłem, że sam nauczę się grać. Napisałem pismo do dyrektora zakładu, by pozwolili mi na keyboard. Zaznaczyłem, że rozumiem, iż fortepian nie zmieści się do celi. Dostałem odmowę, więc napisałem kolejną prośbę o dostęp do szkoły muzycznej. Powołałem się na konkretne zapisy prawne i następnego dnia powiedziano, że mogę mieć ten keyboard. W zakładach karnych miałem w celi telewizor, odtwarzacz wideo, kablówkę. Czasem było mi wręcz źle, że posiadam tak wiele, gdy inni ludzie nie mają za co żyć

    – opowiadał.

    Dziennikarka oceniała go jako niezwykle inteligentnego człowieka, z wyjątkowym darem przekonywania ludzi do swojej wersji zdarzeń. Podczas wizyty w więzieniu była zaskoczona, z jaką wyższością odnosił się do strażników, wręcz rozstawiał ich po kątach. Natomiast, gdy została z nim już sama, stał się subtelny, wyważony i ze spokojem odpowiadał na wszystkie pytania. Stwarzał wokół siebie aurę bezpieczeństwa, można było poczuć się z nim bardzo swobodnie.

    Dopiero przy drugiej rozmowie, gdy dziennikarka była uprzednio ostrzeżona przez psychologów, w jaki sposób może zachowywać się wobec niego, by cokolwiek z niego wydobyć, postanowiła kontrolować swoje wypowiedzi. Wtedy wyszła z niego jego druga strona — zaczął się bardzo denerwować, wykazywał niezdrowe pobudzenia, gdy mówił o śmierci i zabijaniu, błyszczały mu oczy. Widać było, że tematy związane z zabijaniem go ekscytują. W nerwach opowiadał dziennikarce, że nie dziwi się ludziom, którzy strzelają do polityków.

    Umiem robić naboje, broń, bomby. Od lat interesują mnie militaria, potrafię zrobić nawet te skomplikowane konstrukcje. Myślałem, aby wejść do budynku prokuratury lub sądu. Posługiwanie się trotylem jest proste i można zabić wielu ludzi. W zamknięciu mój gniew tylko się kumuluje

    – chwalił się.

    klik <- wersja wydarzeń Wagnera

    . . .

    Według opinii psychologów i psychiatrów z 2013 r., Wagnera charakteryzuje wysoki poziom rozwoju intelektualnego, bardzo dobra orientacja w relacjach interpersonalnych oraz wysoka koncentracja na sobie. W celu zaspokojenia potrzeb może być nastawiony instrumentalnie i mieć skłonności do manipulacji. O dziwno, tym razem nie stwierdzono u niego psychopatii, socjopatii czy charakteropatii.

    Psycholog kryminalny Jan Gołębiowski (osobiście jestem wielką fanką tego pana) zajmujący się tworzeniem profili psychologicznych stwierdził jednak:

    Myślę, że Wagner ma wysoką, choć niestabilną samoocenę. Jego postawa wielkościowa zasłania wątpliwości i kompleksy, których pewnie nabawił się w dzieciństwie. Trzeba też pamiętać, że 20 lat w więzieniu bardzo zmienia człowieka, niestety na gorsze. To tam człowiek się socjopatyzuje. Aby przetrwać, musi manipulować, odgrywać rolę, kłamać. Psychopaci potrafią idealnie dostosować się do warunków zamknięcia. To często najlepsi więźniowie. Stają się niebezpieczni na wolności, gdy pozbawi się ich rutyny i kontroli. Często mają ogromne możliwości kreacji. Do perfekcji opanowali przekonywanie innych do swojej wersji zdarzeń.

    W więzieniu w Raciborzu, do którego trafił Wagner, uznano, że nie klasyfikuje się on do terapii, bo nie ma choroby psychicznej.

    . . .

    Na początku sierpnia 2014 r. w Sądzie Okręgowym w Gliwicach odbyła się pierwsza rozprawa (klik). Prowadząca sprawę prokurator nie dziwiła się, że mężczyzna potrafił przekonać do siebie bardzo wiele osób. Była przekonana, że gdyby nie natychmiastowa reakcja męża życie Martyny byłoby zagrożone.

    Na pewno oskarżony jest osobowością skomplikowaną. Z jednej strony sprawia wrażenie osoby bardzo spokojnej, spolegliwej wręcz. Takiej, która chce przekonać do swoich racji. Natomiast w momencie, w którym mu się to nie udaje, kiedy zauważa, że osoba, która go przesłuchuje, lub przeprowadza badania, ma odmienne zdanie, to natychmiast reaguje gniewem, agresją, czy nawet wulgaryzmami. Niewątpliwie jest osobą, która kreuje się, i po części mu się to udaje, na osobę bardzo spokojną, chętną do współpracy. Rozmawiającą. Interesującą się wieloma dziedzinami sztuki

    – powiedziała.

    (zdjęcie) (zdjęcie)

    19 września 2016 r. sąd w Gliwicach, bazując na opinii lekarza chorób wewnętrznych, uniewinnił Józefa Wagnera. Prokurator uznał ten wyrok za niesłuszny i zapowiedział apelację. Jednak od tej pory media milczą w tej sprawie.

    . . .

    *imię wymyśliłam na potrzebę tekstu

    • • •

    Wszystkie informacje, które zawarłam w powyższym tekście, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd.

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #morderstwo #patologiazewsi #patologiazmiasta #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #morderstwo #gwalt #zgwalcenie #gliwice #jozefwagner
    pokaż całość

    źródło: jw.png

  •  

    Witam serdecznie,wpadłem na pomysł wrzucania około 2 razy w tygodniu ciekawostek związanych z tworzeniem projektów przez kraje walczące w różnych wyścigach.Proszę o dzielenie się pomysłami odnośnie jak można lepiej rozwijać artykuł czego brakuje lub co jest zbędne.Ciekawostki będą zawierać istotne informacje.

    Więc zaczynamy:
    W latach 60 XX wieku przedstawiciele zachodu i bloku wschodniego zadecydowali o stworzeniu samolotu pasażerskiego,który transportowałyby ludzi na dalekie dystanse ok. 5-6 tys. km w krótkim czasie ok. 3-4 godz. przez co samolot musiał latać z prędkością większą niż prędkość dźwięku 1 Mach (~1225 km/h).

    Związek Radziecki,Stany Zjednoczone oraz Francja wspólnie z Wielką Brytanią rozpoczęły prace nad swoimi projektami.Amerykanie po skonstruowaniu makiety stwierdzili ,że projekt jest niepotrzebny i wolą projektować samolot który pomieści dużą ilość pasażerów (Boeing 747-Jumbo Jet). ZSRR przedstawił swój prototyp jako pierwszy kraj pod nazwą Tu-144. Oczywiście samolot miał wiele wad oraz problemów technicznych, główną przyczyną były naciski partii aby pierwszy egzemplarz pojawił się jak najszybciej.Pierwszy prototyp wystartował 31 grudnia 1968 z lotniska pod Moskwą, trzy miesiące przed Concordem. Tupolew prędkość dźwięku przekroczył dopiero pół roku później zaś Concord pojawił się 2 marca 1969 ,a prędkość dźwięku przekroczył 8 miesięcy po oblocie.Nie da się ukryć że maszyny są bardzo trudne do odróżnienia mają bardzo podobne rozwiązania techniczne,przypuszcza się ,że szpiedzy z ZSRR skopiowali projekt we Francji przez co przegonili kraje zachodu.
    Obydwa modele najprościej odróżnić po umiejscowieniu silników.Concorde posiadał je pod skrzydłami zaś Tupolew pod kadłubem.Charakterystyczne było także to ,że radziecka maszyna posiadała dodatkowe rozkładane skrzydła (nazywane czółkami) które miały umożliwić stabilizacje podczas startowania i lądowania.

    Porównując:
    Prędkość maksymalna:
    Concorde 2 270 km/h 2,04 Ma
    Tupolew-144 2 500 km/h 2,3 Ma
    Zasięg
    Concorde 7250 km
    Tupolew-144 4300 km później 6200 km
    Ilość Miejsc
    Concorde 128(maksymalnie)
    Tupolew-144 140(maksymalna)

    Obydwie maszyny miały katastrofy Tupolew jako pierwszy podczas pokazów maszyn w Paryżu(gdzie latał też Concord) maszyny miały pokazać swój szczyt zaawansowania technicznego i możliwości.rozpadł się w powietrzu,w sumie 2 katastrofy,praktycznie podczas każdego lotu dochodziło do usterek.Maszyna dolatywała do lotnisk na ,,oparach".Wszyscy kontrolerzy musieli jak najszybciej sprowadzić maszynę na lotnisko.Zaś Concord przewyższał Tupolewa pod względem lepszych silników,które były bardziej wydajne i wytłumione oraz wyposażony w systemy bezpieczeństwa zapewniał wygodny i komfortowy lot,był także stabilniejszy dzięki lepszej konstrukcji skrzydeł.Obydwie maszyny zmieniały położenie ,,dzioba" był on opuszczany lub podnoszony zależnie od celu lądowania lub przelotu.Ogromnym minusem maszyn było duże spalanie,pech chciał,że po ich produkcji doszło do wzrostu cen paliw.Ponadto mieszkańcy nad którymi przelatywały maszyny skarżyli się na nieznośny hałas,przez co maszyny dostały zakaz latania z prędkościami naddźwiękowymi nad lądem.Rekordem był przelot z Heatrow (Londyn) na lotnisko JFK (Nowy York) lot trwał 2 godziny i 53 minuty,standardowy lot Paryż-Nowy York to 3,5 godz.Concord miał 1 katastrofę,przyczynił się do niej najprawdopodobniej obca część która odpadła z innego samolotu,Concord po rozpędzeniu do prędkości w której musiał się oderwać od pasa zapłonął przez przebicie zbiornika.Został wycofany 24 października 2003 roku,głównymi przyczynami były:nieekonomiczność,zamachy z 11 września,oraz przestarzała konstrukcja która już miała 30 lat,a modernizacja przyniosłaby ogromne koszty.Tupolew został wycofany 1 czerwca 1978 był całkowitą porażką dla Aeroflotu wykonując w sumie 55 lotów rejsowych.

    W przyszłości pasażerskie samoloty naddźwiękowe mają wrócić.Trwają projekty aby te maszyny przynosiły zyski.Zainteresowanie jest bardzo duże.Lecz dokładnie co przyniesie przyszłość nie możemy jeszcze jednoznacznie stwierdzić.

    #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #historia
    pokaż całość

  •  

    List z Amarny (EA 15) zatytułowany przez badaczy "Asyria pojawia się na scenie międzynarodowej"

    W tym liście król Aszur-uballit I (1365 - 1330 rok przed naszą era) pisze do Amenhotepa III albo Amenhotepa IV (zwany Echnatonem):

    Powiedz królowi ziemi zwanej Egiptem: Aszur-uballit I król ziemi boga Aszura wysyła następującą wiadomość:

    Życzę zdrowia i pomylności Tobie, Twemu domostwu, ziemi, Twym rydwanom i armii.

    Wysłałem do Ciebie dyplomatę/posłannika, aby odwiedził Ciebie i poznał Twój kraj. Do tego momentu moi poprzednicy nigdy do Was nie pisali. Dzisiaj ja pisze do Ciebie. Wysyłam Ci w podarunku (shulmani - nazwa własna. Podarunek dyplomatyczny) wspaniały rydwan, dwa konie oraz drogocenny kamień (kamień z wyrytą datą albo określenie na wagę kamienia tj. dużą sztabę) wykonany z prawdziwego lapis lazuli.

    Nie wstrzymuj mego posłańca, którego wysłałem do Ciebie. Powinien on odwiedzić Was i Waszą ziemie i powrócić do mnie, zdając mi relacje jak wygląda Wasza ziemia i kim jesteście."

    O tym królu często się nie pisze w historii Asyrii, ale to jest władca, który zrzuca jarzmo Mittani. Asyria do jego panowania będzie wasalem tego kraju. Aszur-uballit I przestaje być wasalem Mittani i przysięga przed posągami bóstw asyryjskich, że Asyria już nigdy nie będzie niczyim wasalem. Co zabawne jego marzenia się spełnią i jego kraj nigdy nie będzie pod niczyim butem, ale zostanie zupełnie wymazany z istnienia kilkaset lat później. Na dodatek ostatnim królem asyryjskim będzie Aszur-uballit II, któremu ironicznie będą pomagać Egipcjanie, ale na próżno.

    Na dodatek plotka głosi, że to właśnie Aszur-uballit I rozpoczął tradycje najazdów i kampanii wojennych na sąsiadów po tym jak z wielkiego kapłana został władcą asyryjskim. I to jego identyfikuje się z połączenia religii wojny z realną polityką siły i silniejszego, ponieważ był on pomny na swoje doświadczenia z Mittani.

    List

    #starszezwoje - blog ze starymi grafikami, miedziorytami, rysunkami z muzeów oraz fotografiami

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #archeologia #smoczautopia #myrmekochoria
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Ohlauu

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (3)

Jane C. Ginsburg | Bracciale LOVE MAKES A FAMILY Argento 925 Lui Lei Bimbo Bimba Made in Italy | Oordeel te Neurenberg