ding ding ding ding ding

  •  

    #heroes3

    Nudna niedziela, więc pracuję nad fabularną wersją wykopowej mapy do Heroes 3. Kto chce być na bieżąco, tego zapraszam do obserwowania tagu #wykopowamapah3

  •  

    #gry #heroes3
    Ktoś miałby pomysł jak można podmienić muzykę z heroes 3 do heroes 4?

  •  

    ej ludzie,mam #pytanie
    codziennie włącza mi się sam czajnik.
    SAM
    i gotuje wodę
    Jaka może być tego przyczyna? Czajnik z #lucznik
    #kiciochpyta #czajniki #niewiemjaktootagowac #cotusieodpierdala

  •  

    mija trzy i pol miesiąca odkąd przestałam into amfetamina weekendami. ta nieodparta ochota i powracające przekonanie ze #narkotykizawszespoko ehhh

  •  

    Ktoś mi wytłumaczy, po co właściwie robić sobie #tatuaze? Żeby nie było, nie zamierzam nikogo hejtować, każdy robi ze sobą co chce. Ale dla mnie, jak ktoś ma tatuaże, to mam wrażenie że chce po prostu zwrócić na siebie uwagę. Tak jakby tatuażami chciał wykrzyczeć "patrzcie na mnie''. Np ktoś sobie zrobi tatuaż na łydce i właśnie na tej nodze podciąga nogawkę do kolana. Takie "spójrzcie, podziwiajcie mnie". To jest jakaś głębsza, psychologiczna sprawa, nie wydaje mi się że ludzie to robią tylko dlatego, że im się podoba dany wzór.

    Jeśli pod tym wpisem masz zamiar kogokolwiek obrażać, to daruj sobie bo i tak wykasuję taki komentarz.
    pokaż całość

  •  

    #kiciochpyta #pieniadze #ogloszenie #uslugi

    Jakby ktoś miał floty od zajebania i nie wiedział co z nią zrobić, to chętnie oferuję moje skromne usługi - gwarantuję, że więcej nie zobaczycie pieniędzy mi powierzonych, ani mnie.

  •  

    Zapraszam na nową historię z cyklu #polskiepato.

    W opowieści występuje dość zawiły wątek rodzinny, więc w ramach ułatwienia narysowałam dla Was drzewo genealogiczne, które znajdziecie w sekcji komentarzy.

    • • •

    W 1948 r. 20-letni Jan Sojda został zatrzymany pod zarzutem zgwałcenia pasterki krów. Mężczyzna został skazany na osiem miesięcy bezwzględnego aresztu, a winą za uwięzienie obarczył dalszego krewnego, Jana Roja, który jako członek ORMO był przy jego zatrzymaniu, brał aktywny udział w śledztwie i rozprawie sądowej. Trzy lata po tych wydarzeniach zaginął 10-letni syn Roja, Marian. Chłopiec został odnaleziony zastrzelony, a jego ciało przeleżało ukryte pod gałęziami na podwórzu Sojdy przez dwa letnie miesiące. Załadować broń miał sam gospodarz, a pociągnąć za spust jego znajomy. Zdarzenie zostało uznane za wypadek, Sojdę uniewinniono, a sprawca dostał niski wyrok w zawieszeniu. Mężczyzna ten zginął w tajemniczym wypadku samochodowym pół roku później, a wzajemna niechęć pomiędzy rodzinami była odczuwalna przez następne lata.

    Po tym jak skazanie uległo zatarciu, Jan Sojda został ławnikiem sądowym, przez co miał w zwyczaju przechwalać się swoją znajomością prawa. Prowadził także duże i dobrze prosperujące gospodarstwo, a przez mieszkańców rodzinnej wsi nazywany był "królem Zrębina". Z zamożnym rolnikiem rozsądnie było mieć dobre stosunki, ponieważ jako jedyny w okolicy posiadał ciągnik i telefon stacjonarny. Umiał też robić zastrzyki i wyrywać chore zęby, co nie było bez znaczenia, gdy do najbliższego lekarza trzeba było iść kilka kilometrów.

    Gospodarz często opowiadał o swoich licznych znajomościach i koneksjach, przez co wzbudzał jeszcze większy respekt wśród lokalnej społeczności. Gdy jeden z sąsiadów zaprzeczył, jakoby to jego pies zagryzł i pożarł kurę z gospodarstwa Sojdy, nazajutrz znalazł truchło zwierzęcia z rozprutym żołądkiem, w którym znajdowały się resztki kurzych piór i pazurów.

    Z biegiem lat zarówno córka Jana Roja, jak i dzieci Jana Sojdy założyły własne rodziny. W sierpniu 1976 r. odbyło się huczne wesele wnuczki Roja, 18-letniej Krysi ze starszym o siedem lat Stanisławem Łukaszkiem. Na przyjęciu zorganizowanym przez państwa Kalitów, rodziców panny młodej, zjawiło się ponad pół wsi. Nie zabrakło także rodziny Sojdów, a Wiesława Adaś, siostra Jana Sojdy, pomagała w kuchni podczas wesela. W trakcie zabawy kobieta wydawała obcym przez okno duże ilości mięsa i wódki, co zauważył syn gospodarzy, niespełna 13-letni Miecio. Gdy Zdzisława Kalita zwróciła uwagę nieuczciwej krewnej, ta poczuła się urażona do tego stopnia, że odwróciła się na pięcie i opuściła zaślubiny. Następnego dnia wróciła z żądaniem przeprosin, a w ramach zadośćuczynienia domagała się towaru w tamtych czasach deficytowego – części zastawy stołowej, którą wypożyczono na wesele.

    Słuchajcie, zabieram dzbanki, wy powiecie, że one się stłukły i zapłacicie za nie

    – zaproponowała.

    Gdy jej żądania zostały odrzucone, skomentowała:

    Nie dasz dzbanków, nasze stosunki już się popsują na zawsze!

    Jednak pani Kalitowa była nieugięta. Od tej pory nikt z rodziny Sojdów nie odzywał się do Kalitów i Rojów, a wieść o kłótni rozeszła się po całej wsi. Zarzuty o złodziejstwo okazały się wielką zniewagą dla brata Adasiowej.

    Wyplenię te Kalitowe plemię!

    – odgrażał się wściekły Sojda.

    . . .

    25 grudnia 1976 r. w kościele św. Marcina w Połańcu odbywała się pasterka. Przed świątynią zaparkowały dwa autobusy, specjalnie wynajęte do przewozu mieszkańców sąsiedniego Zrębina. Jednak nie wszyscy uczestniczyli we mszy – w jednym z pekaesów Jan Sojda wraz z kilkunastoma innymi osobami pili wódkę. Była to swego rodzaju coroczna miejscowa tradycja.

    Kazania słuchała Krysia wraz z mężem i bratem Mietkiem. Wyszli jednak przed zakończeniem obrządków po tym jak niespodziewanie podeszła do nich kuzynka.

    Krycha, twój ojciec rozrabia w domu po pijaku, wracajcie szybko do chałupy

    – szepnęła.

    Mimo mrozu i zaawansowanej ciąży Krysi, Jan nie wpuścił ich do autobusu. To on wymyślił historię z domową awanturą, by wybawić "Kalitowe dzieci" z kościoła.

    Muszę z Kryśką Kalitów zrobić porządek, albo tak, albo tak. Nie będą nas dłużej nosić po pyskach jako złodziei mięsa. Od ich wesela do dziś wystarczy

    – powiedział Sojda.

    Cała trójka udała się pieszo w czterokilometrową podróż do rodzinnego domu. Kilkadziesiąt minut później "król Zrębina" wraz ze swoim szwagrem, 34-letnim Józefem Adasiem, zięciem, 28-letnim Stanisławem Kulpińskim oraz 30 innymi pasażerami ruszyli sprzed świątyni. Za nimi jechał drugi autobus, a na czele Fiat 125p prowadzony przez 27-letniego Jerzego Sochę, drugiego zięcia Sojdy. Jego pasażerkami były córki Jana. Większość pasażerów myślała, że jedzie po wódkę, jednak gdy samochód osobowy dogonił młode małżeństwo i chłopca, Socha dodał gazu i wjechał w idącego od zewnętrznej strony Mietka. Za nim z piskiem hamulców zatrzymały się autosany. Gdy przerażeni Łukaszkowie usiłowali pomóc rannemu, w ich stronę biegł już Sojda i Adaś. Mężczyźni zaczęli bić pięściami Staszka i okładać po głowie trzykilogramowym kluczem do odkręcania kół. Gdy skatowany osunął się na ziemię, mężczyźni zaczęli uderzać Krysię. Dziewczyna uciekła w pole, jednak oprawcy szybko ją dopadli.

    Wujku, nie zabijaj mnie, wujku... Zabrałeś mi męża i brata, zostaw chociaż mnie matce

    – błagała 18-latka.

    Oprawcy jednak nie mieli litości. Sojda trzymał ciężarną za włosy, a Adaś zadawał ciosy kluczem do kół, podczas gdy latarką przyświecał im 25-letni Henryk Witek.

    Całemu zajściu przez okna autobusu przyglądało się 30 świadków, większość nietrzeźwa. Niektórzy chcieli pomóc katowanym sąsiadom, jednak w drzwiach stał Kulpiński i groził, że jeżeli ktoś wysiądzie, to spotka go taki sam los.

    Gdy Krysia straciła przytomność, mężczyźni przyciągnęli ją do drogi.

    Sojda! Sojda! Co wy chcecie od mojej żony, od nas wszystkich

    – rozległ się w ciemnościach głos Staszka, który resztką sił usiłował stanąć na nogi. Wtedy Jan podszedł do niego i zadał jeszcze kilka uderzeń kluczem. Wskutek wgniecenia kości czaszki do mózgu mężczyzna zmarł. Wtedy Sojda zwrócił się do jęczącego z bólu Mietka. Wsiadł za kierownicę fiata i najechał na głowę chłopca. Przyczyną jego śmierci było rozległe złamanie kości ze zmiażdżeniem i stłuczeniem tkanki mózgowej.

    Przesiądźcie się wszyscy do drugiego autobusu

    – rozkazał przerażonym pasażerom wiejski lider, a ludzie posłusznie opuścili pojazd.

    Nieżyjących już mężczyzn i nieprzytomną dziewczynę wnieśli do środka i przewieźli półtora kilometra dalej. Sojda oświadczył, że trzeba upozorować wypadek samochodowy oraz gwałt. 120 metrów od zabudowań Zrębina ułożyli w rowie zwłoki, a w pewnej odległości od nich wciąż żywą Krystynę. Miejsce kierowcy pustego autobusu zajął Józef Adaś, który najechał na ciała Staszka i Miecia. Następnie cofnął auto wzdłuż dna rowu, najeżdżając tylnym kołem na dziewczynę, przez co doznała złamania kości miednicy. Śmierć Krystyny nastąpiła z powodu rozległego złamania kości czaszki i przerwania rdzenia kręgowego na wysokości czwartego kręgu szyjnego. Zwłoki ciężarnej obnażyli, zsuwając jej reformy (rodzaj damskich majtek z dłuższą nogawką i wysokim stanem) i podciągając palto do góry. Ciało ułożyli za pekaesem, który pozostawili na miejscu.

    Gdy Sojda wrócił do autobusu, oświadczył, że nikt nie może mówić na temat tego, czego byli świadkami, bo inaczej skończy jak "Kalitowe dzieci". Trzymał w ręku różaniec i kazał każdemu do siebie podejść, powtórzyć za nim słowa przysięgi milczenia i pocałować krzyżyk. Biorący udział w dziwnym rytuale mieli nakłuwane agrafką opuszki palców, by namalowanym kroplą krwi krzyżykiem na papierze potwierdzić pakt. W międzyczasie jeden z zięciów "króla Zrębina" przywiózł teczkę wypchaną pieniędzmi, które rozdawał przysięgającym.

    Po "ceremonii" każdy z obecnych musiał wymyślić sobie alibi. Socha zawiózł Henryka Witka do sąsiednich Łubic, by ten mógł zeznać, że na pasterce był w tamtejszym kościele. Gdy odjeżdżali, kierowca na prośbę teścia ponownie przejechał po Mietku Kalicie. Wielu ze świadków mordu wróciło do Połańca. Po zakończeniu mszy kierowca jednego z autobusów wszczął alarm, że został mu skradziony pojazd. Wierni wsiedli do drugiego i ruszyli w drogę powrotną do wsi. Po drodze zauważyli zaginiony autobus i wezwali milicję, która na miejscu zjawiła się około drugiej w nocy.

    . . .

    U ciebie wszystkie dzieci wybite

    – powiedział następnego ranka Wacławowi Kalicie zapłakany szwagier. Mężczyzna zemdlał.

    Cała wieś mówiła tylko o jednym, jednak nikt ze świadków zabójstwa nie chciał wyjawić prawdy o zdarzeniach minionej nocy.

    Jeszcze tego samego dnia na posterunku milicji pojawił się Sojda i zaproponował mundurowym łapówkę w wysokości 100 tys. zł (równowartość około dwuletnich przeciętnych zarobków, starczyłoby na Fiata 126p i jeszcze trochę zostało), by ci prowadzili dochodzenie w kierunku wypadku samochodowego, a nie morderstwa. Mieszkańcy Zrębina solidarnie milczeli, nie chcąc wyprowadzać z błędu mundurowych, którzy podejrzewali wypadek.

    Jednak niespodziewanie znalazł się jeszcze jeden obserwator całego zajścia – 14-letni Staś Strzępka, przyjaciel zamordowanego Miecia. Feralnej nocy chłopiec wracał pieszo z pasterki i widział jak sprawcy układają zwłoki na poboczu.

    Bandyto! Zabiłeś mi kolegę!

    – wykrzykiwał Staś przed domem Józefa Adasia dzień po morderstwie.

    Z obawy przed wykryciem Sojda chciał obłaskawić chłopca, zaczął zapraszać go do siebie, usiłując wpłynąć na jego wspomnienia z bożonarodzeniowej nocy. Częstował go amerykańskimi papierosami i dawał prezenty, a Sojdowa karmiła obiadami, poiła winem i obiecywała w przyszłości za żonę swoją jeszcze małą córkę. Kazali mu klęczeć przed obrazem Matki Boskiej i przyrzekać, że nic owej nocy nie widział, podyktowali też fałszywe zeznania, które chłopiec musiał wyrecytować, podczas gdy gospodarz nagrywał go na magnetofon. W końcu Sojda zaproponował Strzępkom 20 tys. zł, krowę i meble w zamian za milczenie ich syna. Ci jednak odmówili, mimo że byli najbiedniejszą rodziną we wsi. To rozwścieczyło Jana i jego sprzymierzeńców. Zaczęła się nagonka na rodzinę chłopca, groźby i nachodzenie.

    W śledztwie odnośnie do wydarzeń z nocy 25 grudnia zostały popełnione liczne błędy. Nie zabezpieczono miejsca zdarzenia, znalezionych przy autobusie przedmiotów takich jak pusta butelka po wódce, a sekcje zwłok zostały wykonane przez lekarza bez uprawnień. Medyk wprawdzie odbył szkolenie z przeprowadzania autopsji, ale nie przystąpił do egzaminu. Zwłoki zbadał bardzo pobieżnie i jak stwierdził po trzech latach, zastosował "uproszczoną technikę sekcyjną", która nie wykazała, że w wigilijną noc pod Zrębinem mogło dojść do czegoś więcej niż tylko do śmiertelnego wypadku drogowego. Przyznał też, że odstąpił od pewnych czynności na polecenie prokuratora, który nie chciał "zeszpecić zwłok".

    Tuż przed Nowym Rokiem na połanieckim cmentarzu odbył się pogrzeb ofiar, w którym uczestniczyło wielu świadków ich morderstwa. Jedną z trumien pomagał nieść nawet sam Jan Sojda.

    Dwa tygodnie po świętach Bożego Narodzenia został oddany do kasacji sprawny wciąż Autosan (zdjęcie), którym poruszali się sprawcy. Nie zabezpieczono w nim także śladów, które mogłyby pomóc w ustaleniu winowajców.

    Mordercy wraz ze swoimi rodzinami zastraszali całą wieś. Sojda rozdawał łapówki w zamian za milczenie i dyktował zeznania. Kalitowie dostawali anonimowe pogróżki, wypuszczono im w nocy krowy z obory, a najbliżsi krewni radzili:

    Wy dajta spokój, dzieci wam i tak już nikt nie wróci... Wy niepotrzebnie szukata zbrodniarzy, trzeba szukać tych, co na waszych dzieciach zrobili wypadek drogowy.

    Sprawcy wciąż naciskali na 14-letniego świadka i jego rodzinę. Sojda usiłował nawet wywieźć chłopca do wcześniej przekupionego psychiatry, aby stwierdził u niego ociężałość umysłową. Gdy i ten plan się nie powiódł, ktoś podpalił Strzępkom stodołę i regularnie wybijał w chałupie okna. W końcu Staszek zdecydował się zeznawać, dzięki czemu w lutym 1977 r. milicja zatrzymała Józefa Adasia pod zarzutem spowodowania wypadku drogowego. W międzyczasie sprawę tego dziwnego (jak cały czas sądzono) wypadku przejęła specjalna grupa milicjantów z komendy wojewódzkiej w Tarnobrzegu.

    Sojda z zięciami wciąż usiłowali trzymać wieś w ryzach. Zorganizowali spotkanie w sąsiedniej Wolnicy, gdzie przy ołtarzyku z Matką Boską Częstochowską i krucyfiksem, w blasku świec kazali zebranym ponownie składać przysięgę milczenia. Każdy dostał także od 2 do 10 tys. zł (średnia pensja wynosiła wtedy około 4 tys. zł) i medalik, po które kilka dni wcześniej sam morderca pojechał na Jasną Górę, gdzie modlił się o uniewinnienie.

    Nagonka na Strzępków zaostrzyła się do tego stopnia, że ojciec rodziny musiał czuwać nocami z siekierą. Ktoś regularnie wrzucał przez okno drobne monety, jakby symbol judaszowych srebrników. Równolegle do prokuratury dochodziły anonimowe groźby pod adresem rodziny Kalitów:

    Matka zginie tak, jak zginęły jej dzieci, to było upomnieniem dla nich wszystkich, dla całej rodziny. Proszę ją upomnieć i to jak najszybciej, bo nie doczekają obydwoje z mężem rozprawy sądowej. I nawet nie będą wiedzieć, jak ktokolwiek dostał. Proszę tę sprawę rozstrzygnąć jak najszybciej i proszę ją o to jak najszybciej upomnieć, bo będzie straszna tragedia.

    Nie wszystkich jednak we wsi udało się zastraszyć. Jeden z pasażerów autobusu, Leszek Brzdękiewicz, złożył zeznania obciążające sprawców, dzięki czemu wiosną 1977 r. milicja aresztowała Jana Sojdę, a latem obu jego zięciów. Sam świadek niestety nie doczekał procesu, ponieważ rok później w Wielkanoc pijany utopił się w pobliskiej rzeczce Czarnej. Mimo tego, że poziom wody sięgał do kostek, sprawa została uznana za wypadek i umorzona.

    Dostaliśmy informacje o osobach, które mogły pomóc Leszkowi utonąć. Jednak nie mieliśmy dowodów

    – mówił po latach jeden z milicjantów pracujących przy tej sprawie.

    Henryk Witek, który najpierw występował w charakterze świadka, pod koniec maja został aresztowany pod zarzutem pomocnictwa w morderstwie. Jako jedyny przyznał się do uczestnictwa w zbrodni, a podczas przesłuchania wyjaśniał, że bał się rodziny Jana Sojdy, dlatego nie stanął w obronie ofiar.

    Jakie jest porównanie między waszym strachem i waszą bojaźnią przed paru uderzeniami ze strony Sojdy i Adasia, a próbą uratowania życia kobiety w piątym miesiącu ciąży i dwóch mężczyzn?

    – zapytał prokurator.

    Mężczyzna nie odpowiedział. Prokuratura zarzuciła mu pomocnictwo w zabójstwie.

    . . .

    26 maja 1977 roku odbyły się ekshumacje zwłok ofiar. Wykazały one między innymi, że uszkodzenia głów Krystyny i Stanisława wyglądają dokładnie tak, jakby pochodziły od uderzeń zadanych podłużnym, twardym, tępym i ciężkim przedmiotem.

    W sierpniu odbyła się wizja lokalna, której przyglądali się wszyscy mieszkańcy Zrębina.

    Podczas śledztwa okazało się, że Sojda sporządzał listę ludzi do zabicia w związku ze sprawą śmierci Łukaszków i Mietka.

    Po aresztowaniu sprawców część świadków zaczęła opowiadać o zdarzeniach z nocy 25 grudnia 1976 roku. Wielu z nich w końcu odwołała zeznania, jednak dowody zebrane przez milicję pozwoliły, by rozprawa ruszyła 7 listopada 1978 r. w Sądzie Wojewódzkim w Tarnobrzegu z siedzibą w Sandomierzu. Proces stał się bardzo medialny, a tak zwaną "sprawę połaniecką" śledziła cała Polska Rzeczpospolita Ludowa.

    (zdjęcie) (zdjęcie)

    Podczas pierwszej rozprawy Kulpińska przysięgała na swoje dzieci, że jej mąż jest niewinny. Żony oskarżonych do końca zarzekały się, że ten proces to kłamstwa i pomówienia. Z kolei siedzący na ławie oskarżonych Jan Sojda zwrócił się do Zdzisławy Kalitowej:

    A jak się będziesz czuć, Zdzisiu, gdy ja wyjdę z więzienia?

    Podczas procesu anonimowe groźby w kierunku krewnych zamordowanych oraz mieszkańców Zrębina nie ustawały. Rodzina oskarżonych wciąż usiłowała przekupywać świadków, a Kulpińscy chwalili się, że cała prokuratura i sąd zostali już przekupieni.

    Wy dajta spokój, dzieci wam nikt nie wróci, a żywych chłopów wpakujeta do więzienia

    – usiłowali przekonać krewni rodziców zamordowanych, którzy występowali w sprawie jako oskarżyciele posiłkowi.

    Przed sądem ludzie wciąż milczeli lub twierdzili, że nic nie pamiętają.

    . . .

    Sojda wielokrotnie usiłował wysyłać z więzienia grypsy do swojej żony, w których instruował co do zeznań i tego, komu na wsi zapłacić łapówkę, na które łącznie wydali od 200 do 400 tys. zł.

    Jeden z mieszkańców Zrębina, gdy któregoś dnia zaprzęgał konia, znalazł na furmance przyciśniętą kamieniem kartkę. Jej treść jednoznacznie sugerowała, że jeśli podzieli się z kimś swoimi wątpliwościami, jego obejście pójdzie z dymem. Kolejny gospodarz został nocą zaatakowany i poczuł na swojej krtani nóż. Usłyszał ostrzeżenie, żeby nic nikomu nie mówił. Inny rolnik w czasie prac polowych usłyszał od rodziny Sojdów, że będzie miał “łeb ucięty kosą”.

    Po pierwszej rozprawie ktoś podpalił groby Krysi, Staszka i Mietka. Świadek widział tylko zarys uciekającej kobiety. Ludzie we wsi byli przerażeni, szeptali między sobą: "Co będzie jak Sojdowie jednak wrócą?".

    Gdy Zdzisława Kalita spotkała w autobusie jedną z żon zatrzymanych mężczyzn, ta zaczęła krzyczeć:

    Przez Was nasze chłopy wsadzone, one wyjdą niedługo i gówno im narobita!

    Prowadzący sprawę prokurator postanowił chwilowo odpuścić rozpatrywanie winy oskarżonych i zajął się wykazywaniem kłamstw i mataczeń w zeznaniach świadków. Zaczęły się liczne aresztowania. Przerażeni wizją więzienia mieszkańcy Zrębina zaczęli zeznawać prawdę.

    . . .

    Po roku trwania procesu odbyła się druga wizja lokalna, której przyglądała się prawie cała wieś.

    (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie)

    10 dni wcześniej powiesił się ojciec Stasia Strzępka. Uzależniony od alkoholu mężczyzna nie wytrzymał wciąż trwających prześladowań i nagonek na jego rodzinę. Przez okna wciąż sypały się drobne monety, jego syn był obrzucany kamieniami i butelkami, a dwa tygodnie przed śmiercią ktoś znów wybił im szyby w chałupie.

    Ino Sojdowe chłopy wyjdą jakim swoim sposobem z więzienia, a my, matka, możemy pierwsze pójść z dymem. Jak ony wrócą, zarządzą wsią, to nas nikt nie zapyta, czy prawda nam kazała tak zeznawać, czy tak. Kto ze strachu będzie słuchał prawdy?

    – zamartwiał się przed swoją śmiercią mężczyzna.

    . . .

    Zanim w sprawie morderstwa młodego małżeństwa i 12-letniego chłopca zapadł ostateczny wyrok, aresztowano wiele osób za mataczenie i składanie fałszywych zeznań, odwoływanie ich czy utrudnianie przebiegu rozprawy. Z około 232 przesłuchanych świadków aż 38 odwoływało swoje zeznania, a 24 z nich aresztowano. Tylko trójka zdecydowała się opowiadać przed sądem. Ostatecznie 18 świadków spędziło w więzieniu od czterech do ośmiu lat. Jedna z sióstr Jana Sojdy także została skazana.

    Idź pan w cholerę

    – powiedziała do swojego obrońcy, opuszczając salę sądową po ogłoszeniu wyroku czterech lat pozbawienia wolności.

    Sąd 77 razy korzystał z prawa nakładania na świadków uchylających się od zeznań kar pieniężnych od 500 zł do 2 tys. zł, co w sumie wyniosło 51 tys. zł.

    Sąd dwoił się i troił, odbierał przysięgi, odczytywał zeznania ze śledztwa, pytał o przyczyny rozbieżności zeznań, a kiedy świadkowie bezczelnie odmawiali zeznania lub kręcili –- upominał, przywoływał do porządku, groził karami. Gdy i to nie odnosiło skutku, posypały się kary pieniężne i areszty. Siedziały nieraz całe rodziny.

    – pisał Bogusław Sygit w swojej książce "Kto zabija człowieka. Najgłośniejsze procesy kryminalne w powojennej Polsce".

    Jednak większość świadków do końca zachowała milczenie.

    Nie znalazłam żadnych informacji, czy jakąkolwiek odpowiedzialność ponieśli milicjanci i prokuratorzy za błędy popełnione w śledztwie.

    . . .

    Ostatni proces odbył się w 10 listopada 1979 r. Pod budynkiem Sądu w Sandomierzu kilkaset osób wykrzykiwało:

    Dawać ich tu, wystawimy szubienicę na ulicy!

    Jan Sojda w swoim ostatnim słowie prosił o powrót do domu by w najbliższą Wigilię móc podzielić się z rodziną opłatkiem. Józef Adaś odczytał swoją wcześniej przygotowaną mowę, w której zapewniał o swojej niewinności. Uznał, że nie zasługuje na żaden wyrok i prosi o uniewinnienie. Jerzy Socha, Stanisław Kulpiński i Henryk Witek także prosili o wydanie wyroku uniewinniającego.

    Sąd uznał wszystkich mężczyzn za winnych zarzucanych im czynów i skazał Sojdę, Adasia, Sochę i Kulpińskiego na mocy art. 148 § 1 kk. i art. 40 § 1 punkt 1 kk. na karę śmierci oraz pozbawienie praw publicznych na zawsze. Z kolei Witka na karę pięciu lat pozbawienia wolności i pozbawienie praw publicznych na siedem lat. Jego klasyfikację prawną czynu zmieniono z pomocy w zabójstwie na pomoc sprawcy przestępstwa.

    Przewodniczący kompletu orzekającego, sędzia Marek Mociąg, tak uzasadniał wyrok:

    Proces przeciw społeczeństwu wsi, więc nie tylko przeciw skazanym. W kraju na nieszczęście zdarza się kilkaset zabójstw rocznie. Ale jeszcze nie zdarzyło się, aby społeczność wiejska zanikiem sumienia, korupcją, przekupstwem, strachem, paraliżem woli utkała tak szczelną zasłonę milczenia wokół zbrodni. (...) Retoryczne pytanie: ile jest warte ludzkie życie? W okolicach Połańca nabiera ponurego wymiaru konkretnego – może być warte od pięciu do pięćdziesięciu tysięcy złotych łapówek. (...)

    Kara poprzez eliminację jest karą wyjątkową, stosowaną wobec ludzi, którzy okazują wyjątkowy ładunek okrucieństwa w pozbawianiu życia innych. Kara ta ma przypominać, że człowiek posiada tylko jedno życie i nikt nie ma prawa tego życia przerywać. Zwłaszcza jeśli jest to życie ludzi, którzy – jak Mieczysław, jak Krystyna z nienarodzonym dzieckiem w łonie, jak Stanisław – nie narazili się nikomu.

    Wyrok nie był prawomocny.

    Ludzie, zostańcie z Bogiem, odchodzimy i nie wiemy, kiedy wrócimy

    – powiedział Sojda, wychodząc z sali sądowej.

    . . .

    Na początku 1981 r. rozpoczął się proces kasacyjny.

    Według sądu rodzina oskarżonych zachowywała się agresywnie, dlatego została wyproszona z budynku i otrzymała zakaz pojawiania się tam.

    16 marca 1981 r. w Sądzie Najwyższym zapadł prawomocny wyrok. Sąd uznał wszystkich oskarżonych za winnych zarzucanych im czynów i utrzymał w mocy wyrok wobec Jana Sojdy, Józefa Adasia oraz Henryka Witka. Karę Jerzego Sochy zmienił na karę 25 lat pozbawienia wolności oraz 10 lat pozbawienia praw publicznych. Wyrok Stanisława Kurpińskiego został zmieniony na 15 lat pozbawienia wolności oraz sąd orzekł pozbawienie praw publicznych na 10 lat. W tamtym czasie w polskim prawie nie było kary dożywocia.

    Stanie nasza niewinność przed oczami!

    – krzyczała matka jednego ze skazanych do Zdzisławy Kality tuż po ogłoszeniu wyroku.

    . . .

    Dwa lata od dnia ogłoszenia wyroku Sojdzie posiwiały wąsy.

    Będę wisiał i się nie martwię

    – mówił wtedy.

    Niech się martwią te, co mnie powieszą. Sojda jest inny niż wszystkie ludzie. Dziś żyje, jutro może go nie być. Ci, co mnie osądzili, do końca swego życia nie przebadają mego charakteru. Niech się z tym gryzą, że mnie nie przebadali. Sojda zabierze do grobu całego Sojdę, z nikim się sobą nie podzieli.
    Ani on, ani Adaś, Socha, Kurpiński czy Witek nigdy nie przyznali się do winy i nie przeprosili poszkodowanych.

    Karę śmierci wobec 54-letniego wtedy Jana Sojdy i 40-letniego Józefa Adasia wykonano przez powieszenie 23 listopada 1982 r. w krakowskim Areszcie Śledczym przy ulicy Montelupich. Według jednego ze świadków egzekucji ostatnie słowa Sochy brzmiały: "Nie jestem winowaty, to śledcze winne za zrobienie tej szopki".

    Jerzy Socha w wieku 45 lat został warunkowo zwolniony z zakładu karnego po odsiedzeniu 14 lat i sześciu miesięcy, a Stanisław Kulpiński spędził w więzieniu 11 lat i sześć miesięcy. Wyszedł w wieku 41 lat.

    . . .

    My ciągle rozmawiamy na jeden tylko temat: najgorzej temu z nas obojga, które zostanie ostatnie. Kto poda kroplę wody?

    – mówiła Zdzisława Kalita w latach 80.

    Jej mąż Wacław zmarł w 1998 r. Na początku 2018 r. pani Kalitowa (zdjęcie z 2006 r.) wciąż żyła i mieszkała w tym samym domu w Zrębinie.

    W 2006 r. jeden z dziennikarzy chciał nawiązać kontakt ze Staszkiem Strzępkiem. Okazało się, że dorosły już mężczyzna ma poważny problem z alkoholem, rzadko bywa w swojej rozwalającej się chacie i ciężko jest się z nim porozumieć.

    W styczniu 2007 r. dziennikarze zagadnęli Henryka Witka, który powiedział:

    Jak Boga kocham, nie było mnie tam. Wciąż żyją ludzie, którzy mogą to potwierdzić. Bili mnie, to powiedziałem, co chcieli usłyszeć. Potem w sądzie odwołałem, ale nic to nie dało. Nie mam pojęcia, czy to było zabójstwo, czy wypadek. Mnie tam nie było.

    Rodzina Sojdy zapowiadała, że chce zgłosić sprawę do Trybunału w Strasburgu.

    Chodzę po wsi z podniesioną głową, bo ludzie wiedzą, że jestem niewinny. Wierzę, że cała prawda jeszcze ujrzy światło dzienne

    – mówił Stanisław Kulpiński (zdjęcie).

    klik <- krótki reportaż z grudnia 2014 r.

    W styczniu 2018 r. dziennikarze TVN-u udali się do Zrębina, gdzie okazało się, że nawet po 41 latach od zbrodni ludzie boją się o niej mówić. -> klik (pokazują dużo zdjęć z akt)

    Rodziny skazanych do tej pory uważają, że ich bliscy są niewinni.

    . . .

    Na podstawie tej zbrodni w 1988 r. powstał film "Zmowa" w reżyserii Janusza Petelskiego, warto zobaczyć (jest na CDA).

    • • •

    Jeżeli ktoś chciałby mnie wesprzeć, bym mogła pozwolić sobie na poświęcenie większej ilości czasu na pisanie dla Was, a w przyszłości zacząć nagrywać podcasty na podstawie swoich tekstów, to zapraszam na mój Patronite. Działa już płatność kartą, PayPal i inne takie, tak że jakby ktoś jednak chciał zrezygnować z wypicia jednego piwka i przekazać ten skromny pieniądz na kvoczą działalność – będę dozgonnie wdzięczna!

    Na patronite’owego bloga wrzuciłam dziś:

    • uzasadnienie wyroku Sądu Najwyższego
    • reakcja ojca na informację o śmierci jego dzieci, relacja z kostnicy i miejsca zdarzenia
    • tłumaczenia oskarżonych, ich wersja wydarzeń z 25 grudnia 1976 r.
    • reakcja rodziny Kalitów na wykonanie wyroków
    • Wigilie rodziny Kalitów po śmierci dzieci

    • • •

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego @IgorK.

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam z książki "Nie oświadczam się" Wiesława Łuki, którą bardzo Wam polecam. Informacje z prasy, które zawarłam w swoim tekście, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd.

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #morderstwo #patologiazewsi #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #morderstwo #sprawapolaniecka #zrebin #polaniec #karasmierci
    pokaż całość

  •  

    Czytuje sobie wpisy już dłuższy czas i nie ma dnia bez gorzkich żali jak to któryś Mirek nie narzeka, że jest niski.
    Zaczęłam się zastanawiać jak to faktycznie z naszymi Mirkami jest.

    Ile macie wzrostu drogie Mirki

    • 4 głosy (2.55%)
      140 - 150cm
    • 1 głos (0.64%)
      151 - 160cm
    • 7 głosów (4.46%)
      161 - 170cm
    • 64 głosy (40.76%)
      171 - 180cm
    • 72 głosy (45.86%)
      181 - 200cm
    • 9 głosów (5.73%)
      powyżej 200 zł
  •  

    Czy możecie mi coś powiedzieć na temat pracy konsultanta w banku (wciskanie kredytów)?
    Ciężko znaleźć osoby, które się skuszą na kredyt?

    #pracbaza #praca #pytanie

  •  

    Kiedy wybudowałeś bloki zbyt daleko od siebie, więc dla pewności lejesz beton pomiędzy żeby się cebulakom nie przewróciło w głowie ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #krakow #krakowpopierdolilo #zalesie #mieszkanie

    •  

      @powaznyczlowiek: Normalka. W Polsce kompletnie się nie dba o jakieś rozsądne zagospodarowanie terenu czy jakąś jednolitość architektoniczną. Wiem, że każdy już rzyga tym porównywaniem Polski do zachodu, no ale kurwa naprawdę. Teraz, chociaż stać już nas na jakiś porządek w naszym otoczeniu, to nadal mamy w genach robienie na odpierdol, byle szybciej, byle więcej, byle taniej.

    •  

      @powaznyczlowiek: Wiadomo, że chodzi o pieniądze. Jednak efekt jest taki, że wychodzi jedno wielkie, pastelowe gówno, z którego widać drugie takie i to już jest zdecydowanie zrobione na odpierdol. Prawda jest taka, że miasta są budowane źle. Urbanistyka leży i kurwa kwiczy. Inwestorów ogranicza biurokracja, portfel i ukształtowanie terenu i robi się wszystko, jak tylko się da. Potem ludzie mieszkają w bezsensownych budkach płacąc za to kolosalne pieniądze. Budki się za 50 lat zestarzeją i będą uznane za slums, a nie będzie pieniędzy, żeby to wyburzyć i uporządkować. pokaż całość

    • więcej komentarzy (18)

  •  

    Polećcie jakieś ciekawe, anglojęzyczne blogi o motoryzacji. Ważne, żeby to nie były duże portale, tylko faktycznie blogi prowadzone przez pasjonatów. Zauważyłem, że po angielskiej stronie internetów blogosfera wygląda słabo. Wszystkie witryny, to praktycznie portale, magazyny internetowe.

    Jeśli znacie jakieś ciekawe polskie, to też chętnie zerknę.

    #motoryzacja #samochody #carboners pokaż całość

  •  

    Czy w niedeterministycznej lokalnej teori mogą istnieć perfekcyjne korelacje między zdarzeniami ? Jeśli tak to w jaki sposób?

    #fizyka #fizykakwantowa

    +: Fake_R
  •  

    Hej,
    powie mi ktoś co oznaczają takie kreski na rysunku? To jest jakieś rzeczywiste zagięcie? Czy oznaczenie na rysunku że w tym miejscu scala się ściana z drugą ścianą? Nie jest o tym nic napisane w książce i zastanawiam się czy to jest jakieś rzeczywiste zagięcie?
    #cad #solidworks #inventor

    źródło: 5.png

  •  

    Kiedyś wszyscy będziemy starzy.

    Chyba, że wcześniej umrzemy. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Siedzę właśnie w szkole, jest przerwa, słucham pierdolenia dzieciaków. #niebieskiepaski pokazują swoje mięśnie, #rozowepaski opowiadają, z kim się ruchały i komu ciągnęły, ten w coś gra, tamta rozwiązuje testy na prawko. Czasem pojawia się dyskusja na temat, którego nie ogarniam. Kiedyś byłam przekonana, że na starość na pewno nie będę zacofana jak moi dziadkowie. Ale ja już jestem zacofana względem nastolatków, np. nie ogarniam tego całego tik-toka. To znaczy wiem co to jest i tyle.

    Jak uważacie, czy zacofanie na starość jest nieuniknione? Czy może nie ma się czego bać, bo w końcu moi dziadkowie nie mają poczucia, że coś tracą? Ciekawi mnie też, jak będzie wyglądała starość mirków z branży #programista15k. Jak sądzicie, jest sens zgłębiać to, czym interesują się młodsi od nas?

    #gownowpis #zalesie #szkola #licbaza #techbaza #pracbaza #edukacja #pytanie #kiciochpyta
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    ну, знаете, по-настоящему я люблю только себя,
    ненавижу только себя,
    жалею только себя

  •  

    W oczyszczaniu dysku (cleanmgr) mam pokazane, że mam 109 GB plików tymczasowych. Mogę je spokojnie usunąć? Czy są one potrzebne?

    #informatyka #komputery

  •  

    Na co najpierw zwracasz uwagę, kiedy spotykasz nową osobę? #anemicznapyta

  •  

    Mirki i Mirabelki macie jakieś sprawdzone drogerie online z oryginalnymi perfumami? Chodzi mi o Euphoria Calvin Klein
    #pytanie #perfumy

  •  

    Wpisywać hobby w cv czy nie wpisywać? #pracbaza #cv

  •  

    gdy my walimy szluga za garażem tam gdzieś szuka nas twój stary

  •  

    No Mireczki, po pięciu długich miesiącach, tysiącach kilometrów, tonach zardzewiałych gratów w końcu kupiłem!
    Niby szukałem benzyny, bo moje 1.9 TDI się nie dogrzewało przy przejazdach do pracy, ale okazało się, że tutaj 3 kilometry i silnik jest nagrzany do temperatury roboczej.

    Jestem w ogóle w szoku że za takie małe pieniądze można kupić fajny samochód, który na dodatek jest wygodny i cichy.
    Ma kilka pierdół - TAK JANUSZE TO SĄ PIERDOŁY A NIE TO, ŻE LEDWO ODPALI, PROGI NIE ISTNIEJĄ, KAŻDY ELEMENT NADWOZIA JEST ZARDZEWIAŁY A Z SILNIKA KAPIE OLEJ (musiałem) - jak siłowniki klapy bagażnika, albo falujące obroty dmuchawy, które już załatwiłem za łącznie 70 PLN i kilka pomniejszych, których w sumie nie muszę robić, ale spokoju mi to nie da więc się zabiorę.

    Wiem, że nie jest idealny, ale wiedziałem to już w momencie jak dzwoniłem, w końcu trafiłem na kogoś kto uczciwie powiedział co i jak, dokumentując wszystko fakturami, zdjęciami.

    Kamień z serca.

    Teraz mogę szukać kolejnych rzeczy w życiu którymi mogę się stresować ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #volvo #volvofanclub i #pokazauto

    W ogóle podziękowania dla @timix, dzięki któremu nie wtopiłem kasy w jakiegoś gruza!

    Teraz mogę sobie przykleić łosia na klapę i będzie miał więcej sensu niż w 306
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

    •  

      @KornixPL: U mnie niestety tylko 115 kucyków, ale też się przyjemnie jeździ, głównie przez to, że wozidło całkiem lekkie jest:) Jestem ciekaw jak się jeździ tymi benzyniakami 2.4, pewnie przyjemne wrażenia :D

    •  

      @KornixPL: Pojemność skokowa silników to kwestia względna. Może być niska, a auta żwawe, ale to się wiąże z krótką żywotnością. W przyszłości zainteresuję się Mazdą jak sądzę, zamiast iść w downsizing to po prostu opracowali świetne wolnossące jednostki o dużych pojemnościach, w efekcie palą może minimalnie więcej, za to są żywotne jak ryczący z bólu, ranny łoś XD

    • więcej komentarzy (185)

  •  

    Szanowne Mirko,
    Pragnę zakomunikować, że
    szerokie ramiona>wysoki wzrost

    #oswiadczenie

  •  

    я как макак
    дрочу на твою дочу

  •  

    Mirki, czy ktoś się orientuje co to może być za komunikator/aplikacja #kiciochpyta

  •  

    Ehh moja cipa krzyczy pobaw się mną a ja morda pizdo ssij kutasa

  •  

    Oglądam pytanie na śniadanie i pokazują stylizacje dla bab na Walentynki.
    1. Dlaczego tylko kobiety, a mężczyźni to już nie mogą się zainspirować?
    2. WTF, to jest LUTY, ZIMA, MRÓZ, ŚNIEG, a tu cieniutkie materiały, dżnsy z nogawkami podwiniętymi ponad kostkę albo zwiewna mini. Może by dali coś bardziej adekwatnego do tej pory roku? Bo to wygląda jak stylizacje do Australii albo na wiosenną randkę.

    #gownowpis #pytanienasniadanie #moda
    pokaż całość

  •  

    Tez nienawidzicie, jak was w galerii zatrzymuja te wszystkie typki i probuja wcisnac kredyt, karte lub inne pierdoly? I to nie jakies parabanki, tylko dzisiaj mi tak ing zrobilo

    +: Dzony_ze_suonca, Increev +7 innych
  •  

    #150perfum #perfumy 132/150

    Hugo Boss Boss Sport (1987)

    Wąchając obecne produkty Bossa można odnieść wrażenie, że ta niemiecka marka nie potrafi robić perfum. Praktycznie wszystko co wyszło od połowy lat 90 jako Hugo Boss jest według mnie haniebne i po prostu nie przystoi tak wielkiej firmie. Nic dziwnego, że wśród osób, które interesują się perfumami Hugo Boss już dawno stracił szacunek i znaczy mniej więcej tyle co La Rive, perfumy z Lidla, Lacoste, Mexx czy perfumy reklamowe w telewizji przez polskie aktorki serialowe - czyli tyle co nic. Mało kto wie, ale Boss potrafił zachwycać robiąc klasowe pachnidła. W czasach kiedy o klienta bito się jakością, klientów szukano poprzez tworzenie trendów , dawanie wyboru, różnorodność, a nie narzucanie bezczelnie stylu tak jak to wygląda obecnie gdzie połowa perfum to jedno i to samo tylko inaczej nazwane. Niemieckie marki takie jak Hugo Boss czy Jil Sander przecierały szlaki i tworzyły niezapomniane zapachy, na których wzorowano się przez lata. Dziś Boss to tylko podążanie za tłumem, tanizna i najniższej jakości syntetyki nie warte nawet sprawdzenia. Tyle słowem wprowadzenia, przejdźmy do samego zapachu.

    Sportowy Boss to jeden z najciekawszych zapachów jako ostatnio miałem przyjemność poznać. Jakość jaka bije od tych perfum jest nieprawdopodobna. Jest to zapach kwiatowo-zielony bazujący na legendarnym o 2 lata młodszym Boss no. 1. Dużo ziół, przypraw, aromatów drzewnych. Wąchając je czuje się jakbym był w jakiejś szklarni albo tunelu bo czuje tam coś podobnego do dojrzewających pomidorów. Kto wie jak pachną liście tych zacnych, dojrzewających warzyw ten będzie wiedział o co chodzi. Sport w nazwie mówi nam o tym, że są to pefumy lekkie, nie są trudne w noszeniu, nie mają nic wspólnego z powerhousami z lat 80tych, a do tego są lekko mydlane co sprawia, że podobają mi się jeszcze bardziej bo mają taki troszkę, barbershopowy urok. W otwarciu i jeszcze tak z godzinie po nim, czuć też wyraźną słodycz. Jest to coś co przypomina mi miód, ale w w składzie nic takiego nie ma, więc strzelam, że tak pachnie połączenie paczuli z którymś z kwiatków, być może z amsamitką. Czy pachną staro? na pewno nie. Komu się spodobają? na pewno nie każdemu. Jeśli nie lubisz perfum w stylu Platinum Egoiste czy Rive Gauche to raczej nie ma co podchodzić do nich bo nie są to pefumy jakie znajdziemy obecnie na półkach popularnych perfumerii. Nie mają one też nic wspólnego z zapachem Bottled Sport Bossa, który jest po prostu żenująco słaby.

    Parametry ma znośne. Trwałość jak przystało na zapach stworzony w latach 80 jest bardzo dobra i spokojnie wytrzymuje 10 godzin. Projekcja jest taka, że wyczuje się je od nas będąc z nami vis-a-vis, ale o ogonie zapomnijmy. Pamiętajmy, że jest to zapach sportowy z założenia, czyli stworzony z przeznaczeniem dla osób aktywnych. Na co dzień w latach 80 używało się troszkę mocniejszych perfum. Dzisiaj trudno dostępny bo został wycofany lata temu, ale jak się poszuka i uzbroi w cierpliwość to można i kupić w cenie 3 zł za ml. Niedługo i Wy będziecie mogli go spróbować bo jeden z "naszych" pare dni temu nabył w ciemno flaszkę z USA po mojej rekomendacji i pewnie pare ml rzuci na lade ;) Najbardziej pożądana przez kolekcjonerów jest wersja z czerwonym korkiem i napisem "sport" na
    butelce, która była podobno trochę głębsza. Pozostaje mi wierzyć na słowo, bo moja recenzja dotyczy tego z czarnym korkiem.

    typ: green-aromatic
    zapach: 8,5/10
    trwałość: 8,0/10
    projekcja: 6,0/10
    cena: około 500 zł za 125 ml

    http://www.parfumo.net/Perfumes/Hugo_Boss/Boss_Sport_Eau_de_Toilette
    http://www.fragrantica.com/perfume/Hugo-Boss/Boss-Sport-9975.html
    pokaż całość

  •  

    Sportowe lata 90.
    Odcinek 6: Mini Lambo

    Pacholęciem będąc, często chodziłem z dziadkiem na spacery po okolicznych osiedlach. O ile większość mijanych samochodów na parkingach zatarła się już w mej pamięci, to ten kształt za każdym razem wprawiał mnie w osłupienie, szok, zdumienie, porażenie, ekstazę, bo wyglądał zupełnie jak wszystkie sportowe supersamochody z papierków w gumach Turbo i był tak skrajnie różny od wszystkiego. Dopiero później się dowiedziałem, że to jest Fiat, a nie Ferrari.

    Samochód zbudowano na płycie podłogowej Fiata występującej w kilku modelach: Tipo, Alfa 155 oraz Lancia Delta. Początkowo oferowano silnik 2.0 Fiat DOHC skonstruowany dawno temu przez Aurelio Lamprediego: wolnossący miał 139 koni, turbo - 190, ten sam był w Lancii Delcie Integrale. Następnie wprowadzano nowsze konstrukcje: 1.8 131 KM z Fiata Barchetty oraz pięciocylidrowe wolnossące 147 i 154 KM (wydaje mi się, że ten sam silnik był jeszcze w Lancii Kappie oraz Fiacie Marea, ale głowy nie dam).
    Najpotężniejszy był Fiat Coupé 20V Turbo o mocy 220 koni wyprodukowany w liczbie 1200 egzemplarzy. Posiadał on hamulce Brembo, rozpórkę kielichów, rozrusznik uruchamiany z przycisku, zmieniony bodykit, fotele Recaro.
    Oba uturbione modele miały dyferencjał Viscodrive, który miał eliminować podsterowność, było to wielotarczowe sprzęgło cierne na prawej półosi. Fiat Coupé posiadał również całkowicie niezależne zawieszenie.

    W latach 1993-2000 z fabryki w Turynie wyjechało ogółem 72 000 sztuk.

    Ciekawostki:
    - Nadwozie zaprojektował Chris Bangle. Później został projektantem w BMW i odpowiada za BMW E65 serii 7, chyba najbrzydsze BMW jakie powstało.
    - Początkowo Fiat miał kupić gotowy projekt od Pininfariny, ale zdecydował się jednak na swój własny twór. Pininfarina sprzedała zatem szkic Peugeotowi, który zmaterializował go jako Peugeot 406 Coupé - moim zdaniem... chyba najpiękniejszy samochód w historii świata.
    - Od Pininfariny jest natomiast wnętrze pojazdu, całkowicie obłędna deska rozdzielcza w kolorze nadwozia.
    - Topowy model Fiat Coupé 20V Turbo o mocy 220 koni, w dniu premiery był najszybszym przednionapędowym samochodem, rozwijał bowiem 250 km/h. Do dnia dzisiejszego to najszybszy Fiat produkowany seryjnie w historii marki.
    - Do kupienia na olx do 10 000 zł ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #gruparatowaniapoziomu is powered by #rzetelnafura
    #samochody #motoryzacja #carpsotting #carboners #fiat #forzaitalia
    pokaż całość

    źródło: Fiat Coupe.jpg

  •  

    #medycyna
    Co wziąć na uspokojenie? Wziąłbym afobam ale nie ma. Czy w sklepach jest coś dostępnego?
    Bardzo proszę o pomoc

    +: knowie
  •  

    Podczas lotu British Airways 5390 z Birmingham do Malagi, z powodu zamontowania złych śrub do lewego okna kokpitu, kapitan Tim Lancaster został wyssany z samolotu i przyciśnięty do zewnętrznej strony kabiny przez pęd powietrza.

    Drugi pilot bezpiecznie wylądował maszyną. Zblokowanie nóg o wolant i trudy szefa stewardów polegające na trzymaniu jego nóg do końca lotu (pomimo myśli że kapitan nie żyje) uratowały mu życie.

    Kapitan trafił do szpitala z różnymi odmrożeniami i złamaniami. Po miesiącu wrócił do służby.

    #historia #ciekawostki #lotnictwo
    pokaż całość

    źródło: embed.jpg

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Nebuchadnezzar

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (2)

Emiya-san Chi no Kyou no Gohan | Iain Glen | Killing Bites Subtitle Indonesia